Przy okazji przygotowań do listopadowego wyjazdu do Paryża przypomniałam sobie, że jest jeden element garderoby, który Francuzki lubią szczególnie. Mam tu na myśli apaszkę czy też jej większą wersję - chustę. Ponieważ za oknem zapanowała jesień, a ja wyjątkowo lubię wszelkie dodatki, to stwierdziłam, że warto pochylić się nad tematem właśnie teraz.
{via}
Apaszki (szczególnie te jedwabne) są niczym kolie. Mam wrażenie, że współczesne kobiety noszą je pod szyją częściej niż biżuterię, traktując ten kawałek tkaniny jak ozdobę całego stroju. I słusznie, bo faktycznie przy pomocy tego dodatku można całkowicie przekształcić ubiór, np. zwykła szara bluza w połączeniu z chustką prezentuje się równie szlachetnie, jak kaszmirowy sweterek. Jest i elegancko, i nonszalancko.